Translate

niedziela, 18 lutego 2018

Azalia postanawia odejść...

Dla wszystkich, którzy znają autorkę tego bloga i byli z nią w kontakcie może wydać się nieco niepokojące, że Azalia zniknęła jakiś czas temu, że przestała odpowiadać na maile, odbierać telefony i kontaktować się ze światem.
Otóż stało się tak, gdyż Azalia zdecydowała, że ma dosyć podejmowania prób radzenia sobie z własnym życiem i rozwiązywania codziennych problemów.
Od połowy stycznia 2018 Azalia przebywa w szpitalu, po nieudanej próbie odebrania sobie życia, czy raczej  stworzenia wrażenia, iż taka próba miała miejsce. W wyniku samowolnego i długotrwałego przyjmowania silnych leków przeciwbólowych i psychotropowych oraz odmowy udania się do szpitala, czy na stosowne leczenie psychiatryczne straciła zdrowie i niemal życie. Teraz powoli dochodzi do siebie po wylewie, jednak szanse, że całkowicie odzyska sprawność intelektualną i fizyczną nie są duże.
Na dzień dzisiejszy Azalia nie ma dokąd pójść po wyjściu ze szpitala. Niespłacane przez miesiące raty kredytów, w tym kredytu hipotecznego, niepłacone rachunki, zadłużenie u rodziny, znajomych i sąsiadów nie rysują przed Azalią optymistycznej przyszłości. Dom, w którym mieszkała autorka tego bloga jest wystawiony na sprzedaż, lecz jeśli szybko nie znajdzie się kupiec, nieruchomość zostanie przejęta przez bank. Rodzina stara się pomagać ze wszelkich sił, jednak nasze możliwości są ograniczone. Sumy potrzebne na utrzymanie Azalii w domu opieki, czy na spłatę kredytów są dla nas nieosiągalne.
Jestem córką Azali, a ten post nie jest prośbą o pomoc, a jedynie informacją o tym, jak się sprawy mają. Informacją bardzo zdawkową i pobieżną, gdyż powagi i dramatyzmu sytuacji nie sposób przedstawić w kilku zdaniach. Dla mnie dzisiaj zaczął się piąty tydzień jeżdżenia do matki do szpitala, wydatków i walki z systemem, walki, którą powoli przegrywam. Niestety, moja mama nie wykazuje zainteresowania własnymi sprawami i nie martwi się zbytnio o przyszłość, wierząc, że rodzina na pewno wszystko pozałatwia i państwo pomoże tak zasłużonej obywatelce. Jednak negowanie rzeczywistości i odmowa jakiejkolwiek współpracy z jej strony nie pomagają w niczym. I to w zasadzie tyle w kwestii informacji.
Zdaję sobie również sprawę, iż moja mama okłamała wiele osób, opowiadając historie o swoich wyimaginowanych schorzeniach, wyłudzając pieniądze i zwyczajnie żerując na ludzkim współczuciu i życzliwości. Jest mi także bardzo przykro, gdyż nie jestem w stanie zwrócić pieniędzy które mama jest winna znajomym i osobom, z którymi handlowała na innych blogach. 
Jeśli ktoś byłby zainteresowany dodatkowymi informacjami, czy chciałby się skontaktować z moją mamą, odwiedzić ją, czy po prostu pozdrowić i życzyć powrotu do zdrowia, proszę o kontakt na adres mailowy. Dodam, iż numer telefonu, którego używała moja mama jest nieaktualny.
azaliablogerka@gmail.com

poniedziałek, 20 listopada 2017

Czyżby zima na poważnie?

To niesamowite, dzisiaj z samego rana zobaczyłam śnieg. Koniec listopada i dopiero śnieg. Nie powiem, że się ucieszyłam, bo nie jestem fanką zimy, ale widok wokół białych powierzchni może cieszyć.  Przynajmniej śnieg zamaskował wszystkie niedoskonałości.
Dobrze, że nie ma mrozu.
Ostatnio niewiele się u mnie działo. Uszyłam wielgachne, groźne sowisko i dwie poszewki świąteczne.


Sowa jest niezbyt solidne napchana kulką silikonową, bo po prostu zabrakło materiału.


 I to już wszystko cbdo.
Pozdrawiam

wtorek, 7 listopada 2017

Cienizna

Uparłam się na cieniznę. Gwiazdka z cienizny lepiej się prezentuje, więc ją zrobiłam. Robótka poszła szybko, bo wzór najprostszy z prostych, ale z blokowaniem były hece. Blokowanie zajęło mi znacznie więcej czasu, niż dzierganie. Najpierw rozpięłam robótkę na płytce styropianu pokrytej folią, następnie przyszpiliłam wszystkie różki( poprawiałam z dziesięć razy), a na koniec posmarowałam każą nitkę pędzelkiem maczanym w ekstra krochmalu( 1 część wody + 1 część wikolu). Płytkę przystawiłam do kaloryfera i po kilkunastu minutach gwiazdka była sztywna jak drut.
Muszę wymyślić prostszy sposób na rozpinanie, bo na zdjęciu widać sporo nierówności.

Pierwsze koty za płoty.
Mam nadzieję, że następna gwiazdka będzie lepsza.

Dla pewnej Pani zrobiłam 12 pierścieni na serwetki. Już do niej poleciały, więc mogę się pochwalić.



Odgapiłam z pinterestu wieszaczek na ręcznik, na ściereczkę albo na cokolwiek.


 Dwie plastikowe obręcze i trochę kordonka poliestrowego. Nic trudnego w robocie.

Pozdrawiam



wtorek, 31 października 2017

Mikołaje i coś.

Pewna Pani zamówiła u mnie Mikołaje z włóczki. Poprzednio robiłam same maleństwa, ale tym razem mają być większe, a nawet duże.
Na próbę zrobiłam jednego wielgachnego - 24 cm. wzór też inny, taki 3D. Trochę się z nim nagimnastykowałam, ale udało się. Miałam fajną włóczkę z domieszką srebrnej nitki. Wystarczyło tylko na trzy Mikołajki.


Dwa mniejsze,

każdy ma inny wzór.
Nie wiem, które zostaną zaakceptowane.
A dla siebie wymyśliłam takie coś. Kiedyś dziergałam z resztek włóczki przeróżne kwiatki, kółeczka. listki, itp. Na  kawałku tkaniny tapicerskiej przyszyłam wszystko ręcznie( dobrze, że mam rewelacyjny klej Magic, bo bez niego wszystko byłoby w rozsypce. Pewnie będzie z tego jakaś torebka w stylu boho, albo poduszka. Jeszcze nie mam pomysłu.


Pozdrawiam z mglistego i zimnego Podbeskidzia.

niedziela, 15 października 2017

Nic wielkiego

Trochę podziergałam. wprawdzie nic wielkiego, ale muszę pokazać.
Na początek nieskończona torebka z bawełnianej melażnowej włóczki. Od strony szydełkowej jest skończona,. ale  strona krawiecka dopiero w zamyśle. Muszę wszyć usztywnioną podszewkę, zamek i czymś wzmocnić pasek. Na zimę się nadaje, ale na wiosnę i lato będzie gotowa.



Torebka jest pokaźna - średnica - 38 cm.

Pobawiłam się z maleństwami, ni to serweteczki, ni gwiazdki.


Na dzisiaj mam plany nierobótkowe. zachciało mi się gołąbków, a przy tym jest trochę roboty.

Pozdrawiam

czwartek, 12 października 2017

Mikołaj w nowym wydaniu

Musiałam zrobić Mikołaja. Nie pamiętam gdzie widziałam podobnego, ale utkwił mi w pamięci i musiałam go mieć. Czy te oczy mogą kłamać? Na pewno nie, a może tak. Do Mikołaja daleko, ale ja już jestem pod wrażeniem. Może coś mi przyniesie, coś malutkiego, byleby tylko o mnie pamiętał. Tak mi się zamarzyło  choć raz być dziecięciem. Od lat nie odwiedza mnie Mikołaj i stąd moja tęsknota.
Podkładka/zawieszka zrobiona z  grubszego kordonka - 15 cm na 15 cm.


Zostało mi troszkę kordonka i zrobiłam obrączki na serwetki stołowe.


Nigdy nie używałam takich gadżetów, ale zauważyłam, że  są bardzo popularne, więc zrobiłam z czystej ciekawości. Całkiem fajnie się dzierga i dość szybko.
To już wszystkie moje urobki.
Pozdrawiam  

niedziela, 8 października 2017

Jestem już na chodzie


Cały miesiąc pauzowałam na blogu.
Nie z lenistwa, nie z braku weny, ale z powodów bardziej przyziemnych. Dopadła mnie rwa kulszowa i zapalenie korzonków nerwowych, dwa w jednym. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Ból nie do opisania i nie do opanowania. Bolały mnie nawet włosy. Łykałam Ketonal i inne paskudztwa, ale niewiele pomagały, dopiero seria zastrzyków okiełznała korzonki. Miesiąc w pozycji niemal horyzontalnej uziemił  mnie na maksa. Od paru dni jest już całkiem dobrze. Wobec tego musiałam nadrobić zaległości w planach. Maszynę też mam już sprawną, więc ochoczo zabrałam się do szycia. Wygrzebałam zalegające w szufladach tkaniny i poszło taśmowo.
Sąsiadka już dawno zamówiła u mnie torby na zakupy. Nie dla siebie, ale dla swoich córek, wnuczek  i synowych na prezenty. Ja jak zwykle szyłam hurtowo, po dwie sztuki z każdego wzoru. Może komuś nadwyżki się przydadzą. Każda torba jest z mocnej bawełny, na podszewce, z kieszenią wewnątrz. Niektóre zapinane na zatrzask magnetyczny, na guzik, albo bez zapięcia. Torby są bardzo pojemne.










I na koniec dwie słodkie podusie.



Mam też parę szydełkowych wytworów, ale padł mi aparat i nie mam czym robić zdjęć. Podobno aparat trzeba już spisać na straty, tak orzekł pan z serwisu. Nie wiem jak sobie poradzę bez aparatu i to mnie bardzo martwi i złości. Jak nie urok, to przemarsz wojska!
Pozdrawiam