Translate

piątek, 18 sierpnia 2017

Upalnie

Upały mnie pokonały. Jestem w rozsypce. Nie lubię gorąca ani zimna. Lubię temperaturę umiarkowaną. A obecnie o takiej temperaturze można tylko pomarzyć. Z powodu upałów mam zastój w robótkach.
Od poprzedniego wpisu udało mi się wydziergać niewielką serwetkę o średnicy 28 cm. A to tylko dlatego, żeby wykończyć resztkę kordonka.


Zaczęłam też serwetkę z cienkich nici, ale bardzo kiepsko mi idzie. Zmusiłam się do użycia cienkiego szydełka i za każdym razem, gdy nitka mi spada klnę jak szewc. Nie wiem czy dam radę skończyć tę cieniznę, tym bardziej, że według wzoru ma być dość spora, ponad 40 cm. Zrobiłam sześć rzędów i mam dość, a całość ma aż 25 rzędów.


W moim ogródku skończył się okres kwitnienia kwiatków. Zerwałam ostatnie trzy lilie i jednego mieczyka.



Lilie są piękne, a pachną obłędnie.
Pozdrawiam wszystkich kwieciście.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Przed burzą

I znowu szydełkowe robótki.
Ostatnio pisałam, że nie mam już włóczek, ale jak się dobrze szuka, to się znajdzie. I tak też się stało. Pakowałam niepotrzebne rzeczy do wora i moją uwagę przykuła  reklamówka czymś wypełniona, która już wpadła do wora. Ponieważ jestem z grupy ludzi o znanej  nazwie "przydasie", więc wydobyłam z czeluści wora ową reklamówkę. Jakież było moje zdziwienie i radość, bo to co miało wylądować w śmietniku okazało się przydatne do użytku. Kilka motków zupełnie nowej bawełnianej włóczki Madame Tricot. Kolorki przeróżne, przeważnie melanżowe.
Dzięki temu mam z czego dziergać.
Od razu wzięłam na tapetę śliczniutką włóczkę rdzawo żółtą.  Znalazłam na Printereście kilka schematów szydełkowych i wyszło to co widać.


Każdy element należy robić oddzielnie, a łączyć przy ostatnim okrążeniu. Przyznam się, że po raz pierwszy łączyłam elementy. Od zawsze wydawało mi się, że to trudne, a tymczasem poszło bez potknięć.
Oto wzór, z którego dziergałam - bardzo prosty.


Można tym wzorem zrobić dużą serwetę, albo bieżnik, ale ja zostanę przy tym, co mam. Może naszyję go na lnianą poszewkę?

Kolejna robótka to kołnierzyk z kremowego kordonka Maxi. Kiedyś już taki próbowałam robić. Coś pamiętałam. Wyszedł całkiem dobrze.


Nareszcie mam naprawioną maszynę do szycia.
Zatem czas powrócić do uszytków.
W celu sprawdzenia sprawności maszyny uszyłam pikowaną podkładkę po kubek. Wyszła jako tako., ale ważne, że maszyna działa.


Druga strona w jednym kolorze.

Mam zastrzeżenia do narożników, ale nie chciało mi się rozpruwać i poprawiać. ważne, że wiem, gdzie popełniłam błąd.

U mnie zaczyna się chyba wielka burza, bo groźne grzmoty przyprawiają mnie o ciarki.
Pozdrawiam

niedziela, 30 lipca 2017

Serwetki

Od dość dawna nie mogę szyć na maszynie, bo się bestia popsuła. Silniczek poszedł z dymem. Wobec tego muszę szydełkować, żeby nie sfiksować z nudów.

Zaparłam się na serwetki. Wygrzebałam resztki kordonków, włóczek bawełnianych i bawię się szydełkiem w czasie oglądania filmów. Zawsze miałam cykora przy serwetkach, ale z każdym dniem swobodniej sobie poczynam. Jedynie cienkie szydełka mnie straszą. Najmniejszy numer jaki dopuszczam do ręki to 2. Przeważnie  robię szydełkami 2.5 i 3.

Oto moje urobki:

Kordonek granatowy, nie z tych cieniutkich, ale też niezbyt gruby.



Cienka włóczka bawełniana:



Kordonek średniej grubości.



Na koniec serwetka z cienkiej wełnianej włóczki. Wzór jest bardzo ładny, ale wełna jest nieposłuszna i układa się jak chce, a nie tak jak jej każę. Może po ukrochmaleniu będzie posłuszna.


Lato w połowie, a ja jeszcze nie byłam na grzybach. Nawet  nie wiem czy u nas w lesie są, bo na mojej działce w tym roku nie pokazał się ani jeden.
Pozdrawiam upalnie.

piątek, 14 lipca 2017

Motylem jestem

Ostatnio wzięło mnie na szydełkowanie. Znalazłam motek żółtej bawełnianej włóczki, która jest bardzo fajna w dzierganiu. Nie jest zbyt cienka, ale też nie grubaśna. W jednej z bardzo starych gazetek robótkowych natrafiłam na wzór motyla, więc czemu nie spróbować. Trochę się przestraszyłam, że będzie to dla mnie skomplikowane, ale zaczęłam dziergać i okazało się, że to prościzna.
Motylek "urodził się" bez bólu i jest dość spory. Rozpiętość - 30 cm, wysokość - 22 cm. Kolorek w sam raz na motylka.
Jeszcze go nie usztywniłam. Po ukrochmaleniu będzie fruwał w moim oknie.



Włóczki troszkę zostało, więc żeby się nie plątała w pudle zrobiłam małą serwetkę, albo podkładkę. Serwetka skończona i włoczka też, co do centymetra.

Wzór z pamięci.
Pozdrawiam bardzo ciepło.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Szydełkuję

Pogoda bardzo różna, raz słońce, a zaraz deszcz i wiatr, więc siedzę w domeczku i dziergam.
Udziergałam wielgachne serducho o średnicy - 22 cm, tym razem o zaokrąglonych kształtach.
.

Czerwoną serwetkę obrębioną złotym kordonkiem. Przyda się na święta.


I kolorowe podkładki pod filiżanki.




Kawa mi lepiej smakuje, gdy filiżanka stoi na kolorowej podkładce. A Wam?
Pozdrawiam

piątek, 30 czerwca 2017

Osowiałam

Dawno nie dziergałam sowy. Oj, bardzo dawno. Ostatnio znowu uwiodły mnie sówki. Wykorzystałam resztki kolorowych włóczek i dziergnęłam sporą sówkę.  Kolorki nie bardzo sowie, ale miałam tylko takie włóczki.



Sowa dość pokaźna, bo mierzy 45 centymetrów.
Początkowo była bez ruchomych oczek.


Jednak  doszłam do wniosku, że brak jej bystrości i dokleiłam oczka. Teraz nabrała właściwego wyrazu.


Mam duży kawałek juty, więc nakleję sowę na jutę, dodam drążek do zawieszenia i będzie sowi obrazek. Gdy będzie gotowy, to pokażę.
Jak już miałam szydełko w ręce, to wykorzystałam inne kolorki. Wyszło mi biało czerwone stylizowane serducho.


Może coś pokombinuję i zaokrąglę kształty serducha, chociaż niekoniecznie, przecież nie wszystkie serca mają łagodne kształty.
Zrobiłam też  przodzik do poduszki. Tym razem robiłam z samej bawełny. Miałam sporo różnokolorowych nitek i wykorzystałam co do jednej. 


Na koniec różowiutka różyczka - broszka.


Po wczorajszej burzy i wichurze mam na podwórku masakrę. Sterty połamanych gałęzi z wierzby, z sosny, a pod owocowymi drzewami śliwki. Wszystkie leżą na ziemi zamiast wisieć na drzewach. 
Muszę się brać do porządkowania, chociaż nie bardzo mi się chce. 
Pozdrawiam pogodnie. 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Straszny kot

Koty uwielbiam, bo są milusie, kochane, ale ten kot wyszedł mi bardzo straszny. Zawiesiłam go na ścianie i mam wrażenie, że mnie wciąż obserwuje.


A wszystko prze te ślepia. Nie miałam mniejszych. Wąsiska też zbyt długie, a może nie? Naprawdę to straszny kot. Strach się bać(!).

Na pocieszenie wydziergałam kolorową łapkę albo podkładkę, jak kto woli.
Jest dwustronna. Lubię żółcie i zielenie. Miała być serwetka z włóczki, bo wolę serwetki z włoczki, nie trzeba ich krochmalić, prasować, wiadomo, lenistwo rządzi. Jednak serwetka zamieniła się w łapkę. Oto ona.



Na razie wisi w kuchni, dopóki ktoś jej nie przygarnie.
Mam na szydełku łapkę sowę, ale na razie jej  nie pokaże.
Pozdrawiam