Translate

niedziela, 15 października 2017

Nic wielkiego

Trochę podziergałam. wprawdzie nic wielkiego, ale muszę pokazać.
Na początek nieskończona torebka z bawełnianej melażnowej włóczki. Od strony szydełkowej jest skończona,. ale  strona krawiecka dopiero w zamyśle. Muszę wszyć usztywnioną podszewkę, zamek i czymś wzmocnić pasek. Na zimę się nadaje, ale na wiosnę i lato będzie gotowa.



Torebka jest pokaźna - średnica - 38 cm.

Pobawiłam się z maleństwami, ni to serweteczki, ni gwiazdki.


Na dzisiaj mam plany nierobótkowe. zachciało mi się gołąbków, a przy tym jest trochę roboty.

Pozdrawiam

czwartek, 12 października 2017

Mikołaj w nowym wydaniu

Musiałam zrobić Mikołaja. Nie pamiętam gdzie widziałam podobnego, ale utkwił mi w pamięci i musiałam go mieć. Czy te oczy mogą kłamać? Na pewno nie, a może tak. Do Mikołaja daleko, ale ja już jestem pod wrażeniem. Może coś mi przyniesie, coś malutkiego, byleby tylko o mnie pamiętał. Tak mi się zamarzyło  choć raz być dziecięciem. Od lat nie odwiedza mnie Mikołaj i stąd moja tęsknota.
Podkładka/zawieszka zrobiona z  grubszego kordonka - 15 cm na 15 cm.


Zostało mi troszkę kordonka i zrobiłam obrączki na serwetki stołowe.


Nigdy nie używałam takich gadżetów, ale zauważyłam, że  są bardzo popularne, więc zrobiłam z czystej ciekawości. Całkiem fajnie się dzierga i dość szybko.
To już wszystkie moje urobki.
Pozdrawiam  

niedziela, 8 października 2017

Jestem już na chodzie


Cały miesiąc pauzowałam na blogu.
Nie z lenistwa, nie z braku weny, ale z powodów bardziej przyziemnych. Dopadła mnie rwa kulszowa i zapalenie korzonków nerwowych, dwa w jednym. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Ból nie do opisania i nie do opanowania. Bolały mnie nawet włosy. Łykałam Ketonal i inne paskudztwa, ale niewiele pomagały, dopiero seria zastrzyków okiełznała korzonki. Miesiąc w pozycji niemal horyzontalnej uziemił  mnie na maksa. Od paru dni jest już całkiem dobrze. Wobec tego musiałam nadrobić zaległości w planach. Maszynę też mam już sprawną, więc ochoczo zabrałam się do szycia. Wygrzebałam zalegające w szufladach tkaniny i poszło taśmowo.
Sąsiadka już dawno zamówiła u mnie torby na zakupy. Nie dla siebie, ale dla swoich córek, wnuczek  i synowych na prezenty. Ja jak zwykle szyłam hurtowo, po dwie sztuki z każdego wzoru. Może komuś nadwyżki się przydadzą. Każda torba jest z mocnej bawełny, na podszewce, z kieszenią wewnątrz. Niektóre zapinane na zatrzask magnetyczny, na guzik, albo bez zapięcia. Torby są bardzo pojemne.










I na koniec dwie słodkie podusie.



Mam też parę szydełkowych wytworów, ale padł mi aparat i nie mam czym robić zdjęć. Podobno aparat trzeba już spisać na straty, tak orzekł pan z serwisu. Nie wiem jak sobie poradzę bez aparatu i to mnie bardzo martwi i złości. Jak nie urok, to przemarsz wojska!
Pozdrawiam

sobota, 9 września 2017

Muchomorek

Przeglądałam wczoraj blogi szydełkowe i na kilku blogach zaciekawiły mnie dorodne muchomorki.
Czemu mam nie zrobić sobie muchomorka? Znalazłam trochę włoczki biało czerwonej i nabrałam ochoty na dzierganie. Na jednym  blogu podano link do wzoru, ale nie skorzystałam, bo uznałam, że zrobienie muchomorka, to żadna filozofia. Niby to takie proste i małe, a zajęło mi ponad godzinę.
Oto mój muchomor.






Środek wypełniłam kulką silikonową. Wcześniej zrobiony liść też się przydał w czasie sesji.
Trochę za dużo dałam wypełnienia do kapelusza, powinien być płaski, ale nie chciało mi się rozmontowywać i tak zostawiłam.
Pozdrawiam

niedziela, 3 września 2017

Na czerwono

Ostatnio podobają mi się czerwone serwetki. Miałam ochotę coś wydziergać na czerwono, ale nie miałam czerwonego kordonka, a w mojej wsi nie ma sklepu z pasmanterią, a po czerwony kordonek nie chciało mi się jechać do miasta( 17 km). Poratowała mnie sąsiadka resztkami czerwonego kordonka i już mam serwetkę. Trochę mi przy niej zeszło, chociaż nie jest duża( 24 cm) i wzór dość z prosty. Trudno wyliczyć dokładnie czas, ale przy dzierganiu tej serwetki obejrzałam trzy filmy i jeden program publicystyczny, nie mówiąc o paru serwisach informacyjnych. Kordonek nie jest cienki i dlatego dziergając, mogłam co chwilkę zerkać na ekran telewizora.
Oto moje dzieło.


Muszę się pochwalić, że ani raz się nie pomyliłam i wydziergałam zgodnie ze wzorem.
O, rany, to już po czwartej! Uciekam w objęcia Morfeusza.
Pozdrawiam nocną porą.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Droga przez mękę

Kupiłam biały cienki kordonek i wydziergałam serwetkę. Starałam się mocno dociągać oczka, żeby nie było luzów. Nie jest to łatwe, bo trzeba się pilnować. To była dla mnie prawdziwa droga przez mękę. W połowie roboty miałam ochotę rzucić to do koszyka, ale wytrzymałam i serwetka jest gotowa. Nie jest to jakieś cudo, ot, taka zwykła serwetka. Nie wiem czy jeszcze będę bawić się z cieniznami.


Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Mam i ja

Od dawna przymierzałam się do wydziergania liścia klonu. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać. Niby to prosta robótka, ale te wykrętasy... Dzisiaj się zaparłam i nareszcie mam. Nie korzystałam z wzoru, tylko robiłam na wyczucie. Kiedy już liść był gotowy, dopiero zerknęłam na Printerest i znalazłam kilka wzorów. Mój jest ciut inny, ale podobny do liścia, prawda?


Wczoraj szydełko było też pracowite. Zrobiłam dwie serwetki. 


Przy białej miałam niezłą przeprawę.
Nawet kupiłam cieniutkie szydełko i dziubdziałam z uporem maniaka. Serwetka wygląda całkiem ładnie, ale moje oczy zalewały się łzami. Muszę kupić lepsze okulary.
Nie wiem co mnie tak wzięło na serwetki. Nigdy nie miałam ciągot do serwetek, a teraz bez przerwy  dziergam serwetki. 
Pozdrawiam wszystkich wieczorową porą.